X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Niemniej spyta� chytrze AurelianaDrugiego, czy to on jest z�otnikiem, ten za� odpowiedzia�, �e by� to niegdy�warsztat pu�kownika Aureliana Buendii.�Aha" - powiedzia� oficer i zapaliwszy�wiat�o zarz�dzi� przeszukiwanie tak dok�adne, �e uwagi rewiduj�cych nie usz�oosiemna�cie z�otych rybek, które zosta�y nie przetopione i by�y ukryte wblaszanej puszce za buteleczkami.Oficer obejrza� jedn� po drugiej na stoleroboczym i wtedy zmi�k�.�Chcia�bym wzi�� jedn� na pami�tk� � powiedzia� � wswoim czasie by�y znakiem rebelii, ale teraz s� relikwi�".By� miody, niemal wlatach ch�opi�cych, bez odrobiny nie�mia�o�ci, i mia� w sobie co� naturalnego isympatycznego, czego przedtem nie da�o si� zauwa�y�.Aureliano Drugi podarowa�mu rybk�.Oficer w�o�y� j� do kieszeni koszuli z b�yskiem dziecinnej rado�ci woczach, a pozosta�e rybki wrzuci� do pude�ka i postawi� je tam, gdzie by�o.- To bezcenna pami�tka - powiedzia�.- Pu�kownik Aure�liano Buendia by� jednymz naszych najwierniejszych ludzi.Ten ludzki odruch nie wp�yn�� jednak na jego czynno�ci zawodowe.Przed drzwiamipokoju Melquiadesa, tak�e za�mkni�tymi na k�ódk�, Santa Sofia de la Piedadodwo�a�a si� do ostatniej nadziei.�W tym pokoju nikt nie mieszka� prawie odstu lat" - powiedzia�a.Oficer kaza� otworzy� i snopem �wiat�a latarki zamiót��ciany doko�a.Aureliano Drugi i Santa Sofia de la Piedad ujrzeli b��dne oczyJosego Arcadia Drugiego w momencie, gdy snop �wiat�a przesun�� si� po jegotwarzy, i zrozumieli, �e tu jest koniec jednego niepokoju i pocz�tek drugiego,który dopiero znajdzie ulg� w rezygnacji.Ale oficer dalej ogl�da� wn�trze zapomoc� latarki, nie okazuj�c �adnego zainteresowania, póki nie zauwa�y�siedemdziesi�ciu dwóch nocników spi�trzonych na szafach.Wtedy zapali� �wiat�o.Jose Arcadio Drugi siedzia� na brzegu �ó�ka, gotów i�� za �o�nierza�mi,bardziej uroczysty i zamy�lony ni� kiedykolwiek.W g��bi by�y pó�ki zrozsypuj�cymi si� ksi��kami, zwojami pergaminów i stó� do pracy czysty iporz�dny, ze �wie�ym jeszcze atramentem w ka�amarzach.Ta sama �wie�o�� by�a wpowiet�rzu i ta sama przezroczysto��, ten sam broni�cy od kurzu i zniszczeniaprzywilej, który zna� Aureliano Drugi w dzieci�stwie i którego tylko pu�kownikAureliano Buendia nie móg� dostrzec.Ale oficera interesowa�y tylko nocniki.- Ile osób mieszka w tym domu? - zapyta�.- Pi��.Oficer najwidoczniej nie zrozumia�.Zatrzyma� wzrok na tym kawa�ku przestrzeni,gdzie Aureliano Drugi i Santa Sofia de la Piedad wci�� widzieli Josego ArcadiaDrugiego, i ten tak�e zda� sobie spraw�, �e oficer patrzy na niego nie widz�c.Potem zgasi� �wiat�o i zamkn�� drzwi.S�ysz�c go rozmawiaj�cego z �o�nierzamiAureliano Drugi zrozumia�, �e m�ody oficer widzia� wn�trze pokoju tymi samymioczyma, jakimi patrzy� na nie pu�kownik Aureliano Buendia.- To prawda, �e nikt nie zagl�da� do tego pokoju przynaj�mniej od stu lat -powiedzia� oficer do �o�nierzy.- Tu musz� by� nawet w�e.Z chwil� gdy zamkn�y si� drzwi, Jose Arcadio Drugi by� pewien, �e jego wojnajest sko�czona.Wiele lat temu pu�kownik Aureliano Buendia mówi� mu ofascynacji, jak� wywiera wojna, i próbowa� dowie�� jej w niezliczonychprzyk�adach z w�asnego do�wiadczenia.Wierzy� mu wtedy.Ale tej nocy, gdy�o�nierze patrzyli na niego nie widz�cym wzrokiem, Jose Arcadio Drugi my�l�c onapi�ciu ostatnich miesi�cy, o n�dzach wi�zienia, o panice na stacji i poci�guna�adowanym trupami, doszed� do wniosku, �e pu�kownik Aureliano Buendia by�b�aznem albo g�upcem.Nie rozumia�, �e mo�na potrzebowa� tylu s�ów nawyt�umaczenie tego, co si� czuje na wojnie, kiedy wystarczy tylko jedno:strach.W pokoju Melquiadesa, pod ochron� sztucznego �wiat�a, szmeru deszczu ipoczucia, �e jest niewidzialny, Jose Arcadio chwil� swego poprzedniego �ycia, ijedynym strachem, jaki przetrwa�, by�o to, �eby go nie zakopano �ywcem.SantaSofia de la Piedad, która przynios�a mu posi�ek dzienny i której powiedzia�,czego si� l�ka, przyrzek�a mu, �e b�dzie stara�a si� �y� jak najd�u�ej, nawetwtedy, gdy j� opuszcz� si�y, �eby upewni� si�, czy go nie zakopano �ywego.Bez�pieczny od wszelkich l�ków Jose Arcadio Drugi zaj�� si� wi�c studiowaniempergaminów Melquiadesa, z tym wi�ksz� ochot�, im mniej je rozumia�.Gdyprzywyk� do szmeru deszczowego, który po dwóch miesi�cach zmieni� si� w jak��now� form� ciszy, jedyn� rzecz� zak�ócaj�c� jego samotno�� by�y kroki, któres�ysza�, gdy wchodzi�a i wychodzi�a Santa Sofia de la Piedad.Dlatego prosi�j�, �eby mu stawia�a jedzenie na parapecie okna, a drzwi zamkn�a na k�ódk�.Reszta rodziny zapomnia�a o nim, nawet Fernanda nie mia�a nic przeciw temu,�eby go tam zostawi�, dowiedziawszy si�, �e �o�nierze widzieli go i niepoznali.Po sze�ciu miesi�cach zamkni�cia, kiedy wojsko wycofa�o si� z Macondo,Aureliano Drugi zdj�� k�ódk� szukaj�c kogo�, z kim móg�by roz�mawia�, póki niesko�cz� si� deszcze.Kiedy otworzy� drzwi, uderzy� go w nozdrza smród nocników,które by�y ustawio�ne na pod�odze i wszystkie wielokrotnie u�ywane.JoseArcadio Drugi, z�erany �wierzbem, oboj�tny na smrodliwe powietrze, czyta� bezko�ca niezrozumia�e pergaminy.Pro�mienia� jak�� anielsk� b�ogo�ci�.Ledwiepodniós� wzrok na odg�os otwieraj�cych si� drzwi, ale jego bratu wystarczy�o tospojrzenie, �eby dostrzec w nim powtórzony obraz nie�odwracalnego losupradziadka.- By�o ich przesz�o trzy tysi�ce - tyle tylko powiedzia� Jose Arcadio Drugi.-Wszyscy, którzy si� zebrali na stacji.Deszcz pada� cztery lata, jedena�cie miesi�cy i dwa dni.By�y okresy m�awki,kiedy wszyscy wk�adali pontyfikalne szaty i przybierali wyraz twarzyrekonwalescentów, �eby uczci� koniec pory deszczowej, wkrótce jednakprzyzwyczaili si� interpretowa� te pauzy jako zapowiedzi wzmo�onej ule�wy.Niebo rozdziera�y niszczycielskie burze, a z pó�nocy przychodzi�y huragany,zrywa�y dachy domów, rozwala�y �ciany i wyrywa�y z korzeniami z ziemi ostatniesadzonki na plantacjach.Tak jak w czasie epidemii bezsenno�ci, któr� Urszulaprzypomina�a sobie w te dni, sama plaga pobudza�a do obmy�lania �rodków obronyprzeciwko nu�dzie.Aureliano Drugi by� jednym z tych, którzy najwytrwalej inajenergiczniej opierali si� bezczynno�ci.Przyszed� do domu z jakiego� b�ahegopowodu tego wieczora, kiedy pan Brown przywo�a� ducha deszczów, i Fernandachcia�a mu da� po�amany parasol, który znalaz�a w szafie.�Nie trzeba -powiedzia�.- Zostan� tu, póki nie przestanie pada�".Nie by�o to oczywi�cierygorystyczne i bezkom�promisowe zobowi�zanie, ale ma�o brakowa�o, a by�by, jewype�ni� co do joty.Poniewa� ca�a jego garderoba znaj�dowa�a si� u PetryCotes, co trzy dni �ci�ga� z siebie bielizn� i czeka� ubrany tylko w kalesony,a� mu j� wypior�.�eby si� nie nudzi�, zaj�� si� napraw� licznych uszkodze� wdomu.Umocni� zawiasy, naoliwi� zamki, poprzykr�ca� klamki w drzwiach, wyrówna�zasuwy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • coubeatki.htw.pl